Jestem wdzięczna Ci Życie

Obraz przedstawia zdjęcie kobiety w kolorowym makijażu. Całość na żółtym tle. Na dole widzimy zbliżenie na oko kobiety.

Całkiem niespodziewanie poczułam dziś przypływ wdzięczności. Ogarnęła mnie ona od środka, oblała moją duszę miękką kołdrą nibymiodu. Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak się stało. Ostatnio dużo rozmyślam o swoim życiu. Myślę o nim jak o książce, w której większość dotychczas napisanych rozdziałów zajmuje czas edukacji. Najpierw było przedszkole, choć nigdy nie leżakowałam. Potem 6 lat podstawówki, pierwsze koślawe litery i zdania. W czwartej klasie dostałam też pierwszą ocenę naganną (z plastyki, o losie!). Później nastał tymczasowy (całe szczęście) wymysł Ministra Edukacji, czyli gimnazjum. To był głupi, szczeniacki czas wypełniony „nowym” po brzegi. Nowe były znajomości, nowe emocje, nowe wszystko. Pierwsze wyjścia na koncerty, pierwsze pocałunki i pierwsze rzeczy, o których mamie się nie mówiło, i o których mama nie wie do tej pory. Ten czas szybko przeminął. Z tamtych dni zostały w pamięci przebłyski, szybkie flesze, które zdają się być kadrami z filmu. Nie rozpoznaje w filmie siebie jako postaci pierwszoplanowej, raczej stoję gdzieś z boku i obserwuję. Od rozdziału 9-tego książki zaczynamy czytać o marzeniach.

Obraz przedstawia kobietę w kolorowym makijażu, kobieta ma rozchylone usta i siwe włosy. Po lewej stronie widzimy zbliżenie na oko kobiety.

Marzeniem stała się nauka w Liceum Plastycznym. Stres potęgował się z każdą minutą nowych kresek czynionych na papierze w formacie B1 w sali martwych natur. Wisiał niczym chmura gradowa nad niechcianym dzbankiem i wczorajszym jabłkiem. Kiedy już opadł siedziałam w sali lekcyjnej wraz z innymi ‘pierwszakami’. Pamiętam dokładnie zajęcia z rzeźby. O profesorze krążyły plotki, że wzorowe oceny stawia tylko tym, którzy w swoich pracach przemycą elementy genitaliów. Och, jak on kochał te wizerunki małp z penisami większymi od głowy. Jego jednak niewiele pamiętam. Pamiętam za to fascynującą materię gliny i gipsu. Pamiętam ubrudzone dłonie, ubrania i tą szczerą radość wynikającą z tego brudu. Teraz rozumiem sens powiedzenia ‘brudne dziecko to szczęśliwe dziecko’. To był moment, kiedy nie musiałam się pokazywać, świecić idealnie białym zębem i bluzką. Cały świat znikał, bo tworzyłam. Popiersia powstawały z brudnej, szarej masy. Byłam Stwórcą, Demiurgiem.

W liceum, oprócz twórczej potęgi narodziła się we mnie wielka ambicja. Głęboko wierzyłam w swoją wyjątkowość. Wiedziałam, że mój potencjał musi zostać doceniony. Spełniałam się na wielu polach. Malowałam, tańczyłam, robiłam zdjęcia, rysowałam. Szukałam siebie. Po czterech latach projektowania przy komputerze (profil klasy licealnej nosił tytuł ‘reklama wizualna’) postanowiłam zdać na malarstwo. Krakowska Akademia wydawała się marzeniem. W jej murach czuć było Malewicza, a po korytarzach przechadzał się duch Fałata. Na egzaminy wyruszyłam wraz z mamą. To ona wspiera mnie od zawsze, jest moją najlepszą przyjaciółką. Ostatni etap (rozmowę kwalifikacyjną) odbyłam po proszkach uspokajających, bo moje dłonie na moment przed wejściem na egzamin zamieniły się w galaretę. Pytania okazały się niepokojąco proste, a ja po prostu byłam szczera. Zdałam.

Obraz przedstawia dwie twarze kobiety w kolorowym makijażu. Portrety przeplatane są graficznymi elementami. Całość na żółtym tle.

Sam widzisz jak łatwo przychodziło mi spełniać marzenia. Przez 13 lat praktycznie żadne z nich nie zostało zdeptane z kretesem. Oczywiście wiele z nich ginęło śmiercią naturalną, lecz każdy obrany cel udało mi się osiągnąć. Świadomie piszę o celach w kontekście marzeń. Marzenia mogą być różne. Możesz na przykład marzyć o zegarku z brylantem, jednak dopóki nie zdobędziesz na niego środków pozostanie on na zawsze w sferze marzeń. Kiedy znajdziesz sposób, aby zarobić pieniądze i go kupić wtedy staje się on Twoim celem, a drogą do celu jest wykonana praca zarobkowa. Ale najpierw pojawia się marzenie, przebłysk pragnienia. Uwaga – niech kolejnych dwóch linijek nie czytają osoby, których drażni coachingowy styl Łukasza Jakubiaka. Otóż moi Drodzy tak się składa, że możemy osiągnąć wszystko. Wystarczy tylko odpowiednio nastroić swoją energię w stronę wyznaczonego celu.

Pięć lat krakowskich podbojów pamiętam bardzo dobrze. Kochałam zajęcia z rzeźby, rysunku, struktur wizualnych. Liczne wyróżnienia świadczyły, że jestem na właściwym miejscu we właściwym czasie. W krakowskiej Akademii istnieje regulamin, według którego po pierwszym roku edukacji wybiera się pracownię ‘mistrzowską’. Oznacza to, że przez kolejne cztery lata praca przebiega pod okiem wybranego profesora. Wówczas, jako zdeklarowana realistka wiedziałam, że moim mentorem musi zostać głowa pełna miłości do malarstwa figuratywnego. Los jednak podkusił wybór czegoś zupełnie innego . W pracowni, do której trafiłam panowała zasada: ‘pokaż mi, co Cię interesuje i porozmawiajmy o tym’. Nikt nie kazał wstawać o ósmej rano i maszerować w stronę sztalug i malować i maszerować i malować i maszerować armią farb. Mogłam wszystko. Mogłam, co chciałam, ale czego chciałam? Nastała wolność, wolność wyboru. Zaczęły się wewnętrzne pytania. Skoro mogę wszystko, to ja chcę tańczyć – zadecydowałam. Przetańczyłam te lata raz skocznym krokiem quick stepa, a raz współczesnym slajdem. Nie żałuję ani minuty straconego czasu, choć całe trzy lata zabrała mi choroba. Było mi to potrzebne, aby zrozumieć jak kocham życie i w końcu zacząć pracować... nad sobą. Jestem wdzięczna Ci życie.

Zdjęcie przedstawia popiersie kobiety w kolorowym makijażu z siwymi włosami. Dookoła kolorowe prostokąty.Zdjęcie przedstawia usta i szyję kobiety w otoczeniu graficznych elementów.Obraz przedstawia pionowe paseczki w kolorze fioletowym, żółtym i wielokolorowym.


Do wykonania makijażu użyłam:

  • Baza Smashbox Photofinish Primerizer
  • Podkład Clarins Extra-Comfort 108 sand
  • Rozświetlacz Becca Moonstone
  • Bronzer Lovely Golden Glow cool brown
  • Ultimate Eyeshadow Palette Nyx
  • Błyszczyk Make Up Forever + Nyx Duo Chromatic Lucid Limpide