Oswoić lęk

Zdjęcie przedstawia zbliżenie na oko. Na skórze widzimy fioletowe kreski.

Ostatnio dość często ją spotykam. W porannej drodze do łazienki towarzyszy mi jej chłodny oddech. Przy lustrze, kiedy wklepuję delikatnie jedną emulsję za drugą, wygląda ukradkiem zza moich pleców. Zapewne myślicie, że ze sobą nie rozmawiamy. O nie... próbowałyśmy nie raz, nie dwa. W trakcie naszego niezbyt długiego dialogu musiałam zaprzyjaźnić się ze słownikiem i wyszukiwać znaczeń coraz to bardziej wysublimowanych epitetów. Ona zdaje się być przybyszem z planety erudytów lub jest po prostu bardzo dojrzała i świadoma. Nie wiem... Martwię się, że nigdy nie stanę się tak dojrzałą kobietą, że zawsze będzie we mnie dziecko, ale nie to słodkie, na widok którego gigil’ujemy (słowo pochodzenia filipińskiego oznaczające ‘pieszczenie’ się, w szczególności na widok małych dzieci lub piesków), tylko ‘gówniara’, która wszystko wie lepiej i nikogo nie słucha (w szczególności własnej mamy). Obawiam się, kiedy patrzę na te wszystkie 20-latki, które właśnie kupiły nowe mieszkania w centrum Warszawy... Obawiam się o siebie, że będę się z nią widywać coraz częściej i że chcąc, nie chcąc będziemy musiały dojść do porozumienia. A powiem Wam w tajemnicy, że jej nie lubię.

Obraz przedstawia dwa zdjęcia twarzy. Na twarzy narysowane są fioletowe linie przerywane.

Changing room

Wybieram się na zakupy. Potrzebuję paru zwykłych-niezwykłych t-shirtów, pary klasycznych spodni i butów. Tak, wybieram się na ‘shopping’. Jeśli spodoba mi się coś, co nie wchodzi w skład bawełny widniejącej na liście, mam zamiar to nabyć. Może będą to koronkowe stringi, albo naszyjnik z diamentami – mam ochotę zaszaleć. Wchodząc do pierwszego sklepu mieszczącego się na bardzo modnej uliczce zauważam solidnie skrojone spodnie o fasonie cygaretek. Proszę Panią sprzedawczynię o mój rozmiar – S (36). Przymierzalnia prezentuje się równie przyjemnie, co idealny uśmiech ekspedientki. Zaczynam się rozbierać. Nagle zauważam w lustrze, że ktoś uchylił kotarę i przygląda mi się.
— Aaa! Co Ty tu robisz?! Wystraszyłaś mnie! - krzyknęłam odruchowo.
Oczywiście ona nic nie odpowiedziała. Stała tak nadal przyglądając się mojej skórze na kolanach i udzie. Nie mogłam nie zauważyć, że prawa noga wyglądała jak pomarańcza darowana w prezencie przez ciotkę w pierwszy dzień świąt. Czym prędzej zaczęłam zakładać spodnie. Niestety, szczupłe nogawki zatrzymały się na wysokości bioder i nie chciały przejść dalej. Mocowałam się z nimi jeszcze przez 3 minuty po czym zrezygnowana usiadłam na krześle. Nie zdążyłam zapłakać, a ona już stała nade mną trzymając w dłoniach spodnie w rozmiarze 40. Nienawidzę jej.

Obraz przedstawia dwa zdjęcia twarzy, na której narysowane są fioletowe linie przerywane. Jedno zdjęcie jest mniejsze i przedstawia zbliżenie na oko.

Party

Dzisiaj piątek. Kto nie pracuje na etacie w korporacji nigdy nie zrozumie jakim dniem jest piątek. Piątek to dzień szczęśliwy, bowiem w piątki odlicza się sekundy do startu upragnionego weekendu. Piątek to dzień radosny, bo po tygodniu harówy można, a wręcz wypada wyrwać się wieczorem ze znajomymi ‘na miasto’. No i ja się wyrywam i rozrywam w domu jednej z przyjaciółek. Posiedzimy, pogadamy, napijemy się wina, a jeśli najdzie nas ochota i nagły przypływ młodzieńczej energii wyjdziemy do klubu. Natalia mieszka w śródmieściu w modernistycznej kawalerce. Mieszkanie urządzone jest schludnie, ze smakiem. Białe ściany uspokajają wiszące na nich kolorowe zdjęcia w ramkach, a zielone paprotki przypominają czasy szkolnych ławek. Rozpoczynamy klasycznie od lampki białego wina z lodem.
— Ja nie rozumiem fenomenu tej całej Z*** (nick pewnej sławnej youtube’rki). Siedzi to dziewczę na tle tych brokatowych teł z aliexpress i pacia swoją jeszcze młodą skórę specyfikami dla starych bab. No nazwijmy rzeczy po imieniu – dla starych bab no i już. I, że niby to ma mnie zachęcić do kupna takiego kremiku, czy sztyfciku, co cuda zdziała, tylko że jak się ma te naście to wszystko działa, bo cudem jest już samo naście. No źle mówię? Poprawcie mnie dziewczyny, jeśli źle mówię – zaczyna swój monolog gospodyni m2. Kątem oka zauważam, że Magda ukradkiem zerka na telefon, a Kaśka stoi przy kuchennym blacie skubiąc resztki tarty z rabarbarem. Podchodzę do Kaśki zagadując o jej wczorajsze spotkanie z Michałem. Nagle czuję delikatne szarpnięcie za rękaw mojej jedwabnej bluzki z Zary. Odwracam się. ‘No nie’ - mruczę cicho. To ona. Mówi do mnie coś niewyraźnie, mamrocze o późnej godzinie i obowiązkach. Dodaje bardziej zrozumiałe zdania o dodatkowej pracy w ten weekend, o pieniądzach i kredycie. Wspomina, że z wiekiem coraz ciężej znosi się skutki alkoholowych libacji. ‘Daj mi spokój – cedzę przez zęby – przecież to dopiero druga lampka. Nienawidzę jej.

Obraz przedstawia jedno duże zdjęcie twarzy w makijażu i trzy zdjęcia mniejsze. Zdjęcia mniejsze są zbliżeniami na oko i ustawione są w pionowej linii.

Bathroom

Jest wieczór, godzina 21:00. Kieruję się w stronę łazienki aby tam dokonać mojego cowieczornego rytuału. Zaczynam od wody micelarnej nałożonej na wacik. Białe, mięciutkie kółko przykładam do powiek zmęczonych warstwą cieni, kredek i tuszy. Resztki makijażu tworzą na wacikach fascynujące, abstrakcyjne wzory. Następnym krokiem jest oczyszczenie skóry olejkiem do demakijażu. Olejek ma słodkawy zapach, a jego tłusta konsystencja doskonale radzi sobie z resztkami wodoodpornych cudeniek. Dalej – koreańska pianka do oczyszczania twarzy. Pozbywam się poprzedniej ‘tłustej’ warstwy. Next – tonik, dla wyrównania pH. Dalej w zależności od kondycji mojej skóry używam 1. Kilku warstw ekstra-nawilżającej esencji lub 2. jednej warstwy ekstra-nawilżającej esencji. Teraz krem. Jest różnica pomiędzy kremem nawilżającym a nawadniającym. Skóra może być dobrze nawilżona, ale odwodniona przez co szybciej się starzeje i traci jędrność. Przy nakładaniu kremu zazwyczaj pojawia się Ona. Spogląda na mnie w lustrze, przybliżając się coraz bardziej. Nieraz zwracałam jej uwagę, że zaburza moją strefę komfortu, że to, co robię w łazience ma charakter intymny i żeby więcej się tu nie pokazywała. Ale ona nie słucha. Pokazuje palcem coraz to nowe załamania mojej skóry pod oczami, podaje kolejne kroki w pielęgnacji. Swoim trudnym językiem tłumaczy, co należy teraz nałożyć, abym się nią nie stała. Chwila... Ale czy ja na pewno nie chcę nią być? Czy te wszystkie zmarszczki, załamania, wyostrzone rysy nie dodają charakteru? Czy dzięki nim nie wyglądam, nie CZUJĘ SIĘ pewniej? W końcu przeżywam coraz więcej, z dnia na dzień jestem dojrzalsza, mądrzejsza, bardziej świadoma. Zmarszczki to zapis historii na ciele, historii jedynej w swoim rodzaju, wyjątkowej.

Odwróciłam się gwałtownie. Stanęłyśmy naprzeciw siebie w milczeniu. Wyciągnęłam otwartą dłoń w powitalnym geście. Ona, na początku nieśmiało, ale po chwili pewnym ruchem uścisnęła ją.
— Mam na imię Ola, a Ty?
— Starość. Jestem Starość.
— Witaj. Intuicja podpowiada mi, że zostaniemy przyjaciółkami. Od tej chwili zaczęłyśmy współpracować. Nastała cisza.

Zdjęcie jest czarno-białe i przedstawia fragment twarzy, na której widzimy namalowaną linię przerywaną.