Moje wybory: marzec

Mam wrażenie, że powiedzenie 'w marcu jak w garncu' nie odnosi się tylko do pogody. Jest to bowiem miesiąc pełen skrajnych nastroi. Z euforii pierwszych promieni lata wpadamy niespodziewanie w jeszcze zimową melancholię. Marzec sprzyja kontemplacji, rozmyślaniom o nadchodzącym sezonie i wspominaniu sezonu minionego. W marcu rodzą się koncepcje nowych trendów 'na wiosnę'. Warto w tym celu zajrzeć do drugiego numeru magazynu Vogue Polska. Warto także zrobić sobie przyjemność i zaopatrzyć się w pierwszą tej wiosny kwiatową sukienkę. Nawet jeśli miałby ją zakryć zimowy (jeszcze) płaszcz, to poczucie noszenia na sobie pierwszych promieni słońca pozostanie. Lubię ten marzec za jego dynamiczne zmiany. Wraz z nim zmienia się sposób pielęgnacji zmęczonej chłodem cery. Wraz z nim nakładam na usta ulubiony kolor pomadki i z dumnie podniesioną głową wychodzę ku słońcu.

Prasa

Wszyscy rozpisywali się o pierwszym numerze polskiego wydania magazynu Vogue. Nic dziwnego, to w końcu wydarzenie, które już przeszło do historii. Jedni krytykowali okładkę za jej ‘krzywy horyzont’, inni twierdzili, że ‘za dużo reklam’. Znaleźli się i tacy, co pochwalili - że Polska stanęła na wysokości zadania i (odnosząc się do okładki wydania niemieckiego) ‘dała radę’. Kiedy temperatura dookoła pierwszego numeru nieco ostygła, nikt nie zorientował się, kiedy na półki trafił numer drugi. Przyznam się szczerze, że o ile zdjęcie Juergen’a Teller’a zalewało ‘instagramy’, kwietniową okładkę z Evą Herzigovą złapałam kątem oka na koncie jednej z współtwórczyń czasopisma. A przecież ta okładka jest piękna, a wnętrze równie ciekawe. W środku oprócz reklam ekskluzywnych marek i przeglądu trendów na wiosnę znajdziemy między innymi: tekst o Jerzym Treutlerze – twórcy plakatów i słynnego logo jaskółki zaprojektowanego 60 lat temu dla Mody Polskiej, felieton Zuzanny Łapickiej (mój ulubiony), szczery wywiad z Barbarą Stuhr, historię ‘Witkiewiczówki’, czyli domu w którym żył i pracował jeden z najwybitniejszych polskich artystów – Stanisław Ignacy Witkiewicz.

Zdjęcie przedstawia gazetę leżącą na drewnianym podłożu. Dookoła widzimy różne przedmioty takie jak okulary przeciwsłoneczne czy słomkowy kapelusz.

Kosmetyk: pielęgnacja

Tonik – ostatnio przeżywa swój wielki powrót w mojej codziennej pielęgnacji. Kiedyś namiętnie używałam tego typu kosmetyku, później przestałam (stosowałam okazjonalnie), a teraz znów wracam do tonizowania cery. Bo, co ma nam do zaoferowania ta magiczna ‘woda’? Po pierwsze, przywraca naturalne pH skórze po nieraz agresywnych środkach myjących. Po drugie nasza cera nawilży się, odświeży, przygotuje na następne kroki pielęgnacji. Większość toników posiada także właściwości łagodzące, przez co zmniejszają zaczerwienienia i przywracają komfort skórze. Antyoksydacyjny tonik z Clochee zawiera dodatkowo antyoksydanty, które opóźniają procesy starzenia się skóry. Nie podrażnia, nie pachnie drażniąco, jest super wydajny – same plusy.

Zdjęcie przedstawia kosmetyk w otoczeniu wacików kosmetycznych, zielonej rośliny, ręcznika. Całość na drewnianym podłożu.Zdjęcie przedstawia zbliżenie na etykietę kosmetyku.

Kosmetyk: kolorówka

Moje srebrne włosy lubią się z pomadkami, których odcień wpada w chłodne tony. Przez długi czas na pierwszym miejscu w moim rankingu chłodnych pomadek była matowa pomadka w płynie marki Golden Rose w kolorze 10. Jednak ostatnio spadła ze swojej pozycji, a na jej miejsce wskoczyła matowa ‘piankowa’ pomadka z MOOV w odcieniu Muse. Muse to świetna alternatywa dla trupiej szarości nr 10. Jest kolor jest odrobinę cieplejszy, a konsystencja tego kosmetyku to dla mnie odkrycie roku. Bardzo łatwo się nakłada, nie tworzy skorupy na ustach, długo się utrzymuje i ładnie się ściera. Jak tylko się skończy (co zapewne nastąpi niedługo, biorąc pod uwagę częstotliwość stosowania) pobiegnę po następną.

Obraz przedstawia dwa zdjęcia, na których widzimy pomadkę. Zdjęcie z prawej strony znajduje się w ramce.

Garderoba

Wiosno przybywaj! Dość już zimowych wiatrów i szarej aury za oknem. Tak bardzo zapragnęłam wiosennego klimatu, że kiedy tylko w sklepach zaczęły pojawiać się nowe kolekcje kupiłam w Stradivarius kopertową sukienkę w drobne kwiaty. Sama na początku nie byłam do niej przekonana, ale wraz z ‘pierwszym założeniem’ zakochałam się. Sukienka jest cienka ( w 100% wykonana z wiskozy) i wiązana kopertowo, co daje różne możliwości noszenia. Na golf, na podkoszulkę, na nagie ciało, czy rozwiązaną – jak szlafrok. Sukienka szybko zniknęła z salonów, ale nadal dostępna jest na stronie sklepu Stradivarius. Kwiaty są jednym z trendów nadchodzącego sezonu. Ostatnio bardzo polubiłam się z sukienkami i oby ta miłość potrwała do lata :).

Obraz przedstawia dwa zdjęcia modelki ubranej w długą sukienkę w kwiaty. Widzimy także fragment kapelusza, czerwone usta i siwe włosy.Obraz przedstawia dwa zdjęcia modelki ubranej w długą sukienkę w kwiaty.


Shop My Choices