Make-up inspirowany obrazem. 'Biały środek (żółty, różowy, lawendowy)' by Mark_Rothko

Był wczesny poranek pewnej słonecznej wiosny. Śniłam o skalistych klifach, na których wierzchołkach rozkładam kocyk, siadam i podziwiam widok. Jedynym, co rozpościerało się wtedy przede mną był ocean, niezmierzony turkus królowej wód. Podobno woda w śnie odzwierciedla stan ducha. Kiedy jest ciemna i zmącona to znaczy, że wewnątrz jesteśmy niespokojni, że coś nas trapi, trzyma i nie chce puścić. Moja woda z tego snu była bardzo spokojna, niesamowicie niebieska. Mam wręcz wrażenie, że zobaczyłam kolor, który jest ‘niedefiniowalny’, którego w obecnej skali kolorów nie znajdziemy. Sen przerwało jednak pewne wydarzenie, o którym chciałam Wam opowiedzieć. Patrząc na wodę zobaczyłam nagle ścianę białego światła, które zdawało się być coraz bliżej mnie, wręcz pochłonęło całą przestrzeń dookoła. Znalazłam się W tym świetle całą sobą, całym swoim jestestwem. Niewiele mogłam zrobić, toteż przez moment spanikowałam, bo nie wiedziałam, co się dzieje. Po chwili jednak, uspokoiłam się i rozejrzałam dookoła. Nie było nic. W zasięgu mojego wzroku nie było niczego, na czym mogłabym go zawiesić. Żadnego przedmiotu, żadnej ścieżki, tylko biała, świetlista pustka. Czułam jak ogarnia mnie z każdej strony, jak mnie pochłania, jak już nie czuję swojego ‘ja’. Było to uczucie przyjemne, bliskie ekstazie, a na pewno spokrewnione z medytacją. Czy doznałam oświecenia? Czy w śnie, siedząc na klifie medytowałam? Nie pamiętałam teraz zbyt wiele. Liczyło się ‘tu i teraz’. Nagle odwróciłam się na prawy bok i wszystko zniknęło. Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, co się stało. Ze snu wybudziłam się już dawno i jedyne, co znalazło się przede mną w momencie uniesienia powiek to oświetlona słońcem biała ściana. Patrzyłam na nią przez dłuższą chwilę, nie zdając sobie sprawy z jej istnienia. Transcendentne doznanie jest dokładnie tym, co znajdziemy (i czego powinniśmy szukać) w obrazach jednego z najznakomitszych malarzy XX wieku – Mark’a Rothko.

Obraz przedstawia dwa zdjęcia fragmentu kobiecej twarzy z namalowanym kolorowym prosokątem na lewej powiece.

Marcus Rothkowitz to pionier ‘color field painting’, czyli malarstwa płaszczyzn. Na jego płótnach spotykamy się z olbrzymimi polami koloru, które nigdy nie są jednolite. Wykorzystywał on technikę laserunku (nakładania na siebie kolejnych warstw farby), aby uzyskać efekt ‘migotania’, przenikania się kolorów. Wielkiego formatu obrazy malowane były przez niego narzędziami służącymi do malowania ścian, jednak najbardziej lubił miękkie włosie i z niezwykłą starannością dbał i konserwował swoje pędzle.

Obraz przedstawia zdjęcie, na którym widzimy fragment kobiecej twarzy z namalowanym kolorowym prostokątem na powiece. Z lewej strony znajduje się pomniejszona figura w kolorze białym, żółtym i różowym.

Nie mielibyśmy okazji poznać wielu wspaniałych twórców, gdyby nie kobiety. Gala wylansowała Salvador’a, była jego muzą i jednocześnie agentką do końca swoich dni. Mark’a – cichego malarza żydowskiego pochodzenia na pewno też byśmy nie poznali, gdyby nie żona Max’a Ernst’a – Peggy Guggenheim. To ona zobaczyła w nim i w jego pracach coś intrygującego. To ona w 1945 roku zaprezentowała jego prace w swojej nowojorskiej galerii. Na początku jego obrazy sprzedawały się za mniej niż 1000 $. Obecnie obraz z 1950 roku, który stał się inspiracją do mojego makijażu - „Biały środek (żółty, różowy, lawendowy)” został sprzedany w maju 2011 roku przez Christie's za 72,8 mln dolarów.

Zdjęcie przedstawia portret młodej kobiety z siwymi włosami na różowym tle. Kobieta ma na twarzy namalowany kolorowy prostokąt.

Od lat 50-tych artysta sukcesywnie umacnia swoją pozycję na rynku. Zapraszany do wielu wystaw i projektów realizuje je tylko wtedy, kiedy idą w zgodzie z jego przekonaniami. Niezwykle istotnym aspektem związanym z twórczością Rothko była prawidłowa ekspozycja obrazów, dlatego sam aranżuje sale wystawowe. Artysta dbał o to, aby widz znalazł się odpowiednio blisko dzieła (w tym celu ustawiał ławki na przeciwko), aby mogło go ono ‘pochłonąć’. Jego obrazy mają nas ‘objąć’, mamy stać się ich częścią, doświadczyć ich. Nieraz ludzie oglądający jego obrazy płakali. Takie emocje wzbudzała w nich barwa, w której nagle się znajdowali. Kolor, który zdaje się migotać tysiącem barw opowiada historię, nieraz związaną z cierpieniem.

Zdjęcie jest rozmazane, widzimy kontur twarzy i przeplatające się ze sobą kolory: różowy, biały, żółty.

Wraz z nadejściem fali Pop-Artu Mark zaczyna odczuwać przygnębienie. Genialnemu artyście pogrążonemu w depresji i alkoholizmie przygląda się reżyser John Logan w spektaklu „Red”. Autor scenariuszy filmowych hitów takich jak „Skyfall” czy „Gladiator” sportretował ostatnie chwile z życia twórcy. Premiera RED odbyła się 3 grudnia 2009 w Donmar Warehouse Theatre w Londynie, oraz miała swoją polską premierę w listopadzie 2014 roku na deskach Teatru Dramatycznego w Warszawie.

W połowie lat 60-tych Rothko współpracuje z architektem Philipem Johnsonem przy budowie kaplicy uniwersyteckiej katolickiej uczelni w Houston w Teksasie. Maluje 14 obrazów w bardzo ciemnej tonacji. Czernie, szarości i głęboka purpura wzajemnie się przenikają i dopełniają. Cała budowla wzniesiona została na planie oktagonu wpisanego w grecki krzyż. Świątynia zacznie później nosić nazwę „Kaplica Rothko” (Rothko Chapel). Muzyk Peter Gabriel zatytułuje jedną ze swoich kompozycji „Czternaście Czarnych Obrazów”, po doświadczeniu przeżytym w Kaplicy Rothko. W przeddzień poświęcenia kaplicy artysta popełnia samobójstwo.

Zdjęcie przedstawia czarno-biały portret młodej kobiety. Na fragmencie jej twarzy widzimy 'prześwit' kolorów.

Sztuka Mark’a Rothko to sztuka dla dojrzałych i świadomych ludzi. Potrafi przeprowadzić nas przez różne stany, wprowadzić w różne stany, jeśli tylko jej na to pozwolimy. Świadome podejście do obrazów i cierpliwość to cechy dobrego odbiorcy. Pamiętajmy, że równie ważne jest nie tylko to, jak obraz na nas działa, lecz jak my go dobieramy. Malarstwo płaszczyzn to sztuka eksperymentu ze świadomością. Umożliwia, wskazuje drogę do innego wymiaru. Wymiaru duchowego. Mark o tym wiedział i nie mógł pogodzić się z ‘pustością’ sztuki popularnej. Nie chciał, aby jego obrazy były odbierane jako ‘pasujące’ do mebli. W jego dziełach tli się więcej, niż tylko wygląd zewnętrzny. Jego obrazy mają duszę, która zatrzymała się na zawsze w cząsteczkach koloru.