Kolagen

Zdjęcie przedstawia portret młodej kobiety. Prawa część twarzy oświetlona jest różowym światłem, kobieta ma przyklejone usta z papieru, całość na żółtym tle.

Tego dnia budzik nie zadzwonił. Choć dało się ulec wrażeniu, że śpi twardo jak kamień, jej sen przypominał raczej kłębek króliczych włosów wyczesanych nerwowo Tangle Teezer’em. A we śnie działo się wszystko to, czego nie mogła doświadczyć na jawie. Spadała w dół, lecz owe spadanie było jak najpiękniejszy lot. Unosiły ją niewidzialne skrzydła, wiatr delikatnie muskał rumiany policzek. A kiedy już przyszło do upadku, po którym większość z nas wraca z powrotem do realnego świata, ona zanurzyła się w ogromnej satynowej poduszce, miękkością swą przypominającej cumulusa. Satyna to była niebylejaka – błękitna, odcieniem stała blisko kobaltu, lecz dotyku nie sposób opisać słowami. Dookoła pachniało baklawą i miodem z orzeszkami. Przetarła oczy wierzchem dłoni i natychmiast zorientowała się, że płynie wraz z prądem rzeki, na tej poduszce - tratwie. Było to coś, przypominające podziemną jaskinię. Jednak ze ścian zamiast wody spływały warkocze lśniących włosów. Niewiele myśląc chwyciła jeden z nich.
— Jak dobrze, że byłam parę razy w życiu na ściance wspinaczkowej – pomyślała w duchu.
Mocnym chwytem zręcznej dłoni wspinała się coraz wyżej i wyżej. Coraz wyżej i wyżej... Podróż zdała się nie mieć końca, kiedy to nagle szum wody ustał, a po chwili tej kompletnej ciszy rozległ się głośny dźwięk puzonu. Zaraz obok puzonu dało się słyszeć werbel, o którym ostentacyjnie swoją mowę wygłosiła stopa. Puzon zamilkł speszony, a sytuacje wykorzystała trąbka malując swoją polirytmię na kształt kubistycznego dzieła sztuki. Z każdą sekundą tej muzycznej orgii, niczym nieprzypominającej harmonijnego utworu, traciła zmysły. Zmysły zmieniały się w szklane kule i ulatywały do góry, żeby zaraz pęknąć niczym mydlana bańka, do produkcji której użyto marnej jakości płynu do mycia naczyń. Wraz z pęknięciem największej bańki pękł także sen.

Obraz przedstawia dwa zdjęcia różnej wielkości, na jednym widzimy twarz kobiety oświetloną czerwonym światłem. Na mniejszym, podłużnym zdjęciu poniżej widzimy czerwone usta.Zdjęcie przedstawia fragment twarzy kobiety z dużymi czerwonymi ustami.Zdjęcie przedstawia portret kobiety z długimi włosami. Połowę jej twarzy oświetla czerwone światło. Całość na żółtym tle.

Zerknęła na zegarek – była godzina 10:00. Wstała, zarzuciła na siebie szlafrok i udała się w stronę łazienki, aby tam dokończyć pobudkę.
— A więc to dziś... - pomyślała i spojrzała w lustro – dziś jest dzień, w którym warto coś zmienić.
Chwyciła grzebień do włosów z pobliskiej półki i zaczęła zaczesywać grzywkę z lewej strony (od zawsze nosiła przedziałek po tej stronie głowy) na prawą. Włosy były niesforne. Po tak długim czasie noszenia jednej i tej samej fryzury było je bardzo ciężko przekonać do nowej pozycji. Wreszcie z drobną pomocą lakieru do włosów (utrwalenie poziom hard) udało się zaczesać grzywkę na prawą stronę.

Obraz przedstawia fragment twarzy kobiety z naklejonymi oczami z papieru. Pod zdjęciem widzimy geometryczny kształt oka.

Przyjrzała się dokładnie odbiciu swojej twarzy w lustrze. Niby nic się nie zmieniło, pociągły nos nadal zdawał się grać pierwsze skrzypce w tej osobliwej mozaice. Policzki od zawsze były gładkie i nieskazitelne (kiedyś nawet kosmetyczka wyprosiła ją z salonu twierdząc, że jest posiadaczką cery ‘niemowlaka’ i żaden zabieg na razie nie jest jej potrzebny). Ale jednak coś było nie tak. W oczach, w których do tej pory tlił się ogień młodzieńczej głupoty dostrzegła zmianę. Ich błękit zastygł w iluzji dojrzałości. Zerkając nieco powyżej linii brwi również coś się zmieniło. Na czole pojawiły się delikatne linie czasu.
— No masz... Zaczęło się.

Obraz przedstawia dwa zdjęcia. Na większym widzimy młodą kobietę, która przysłania sobie twarz kawałkiem zdjęcia innej twarzy. Na dole na małym fragmencie zdjęcia widzimy ustai palec.

Pobiegła czym prędzej do komputera szukać w drogeriach internetowych kremów na pierwsze oznaki starzenia się skóry.
— Ten zawiera skoncentrowaną dawkę witaminy E, ten z kolei kolagen i morskie proteiny, a tamten komórki macierzyste. Ile?! 300 zł za buteleczkę recepty na wieczną młodość? Pięć lat temu nikt by mnie nie namówił na tak drogą ‘przyjemność’, ale teraz... W końcu w przyszłej perspektywie korzystania z zabiegów medycyny estetycznej to i tak niewielki koszt... Biorę.
Za chwilę telefon leżący na stole wydał z siebie serię krótkich sygnałów dźwiękowych, co oznaczało urodzinowe sms’y. Jedne z nich były ze sklepu, w którym kartę stałego klienta założyła zaledwie tydzień temu, drugie z drogerii, w której zaopatruje się regularnie, a trzecie łączyły się z atrakcyjną ofertą kredytu.
— Z roku na rok ubywa znajomych, a Ty uświadamiasz sobie, że Twoim najwierniejszym przyjacielem jest sklep, w którym bywasz częściej niż w mieszkaniu przyjaciółki. - pomyślała.

Zdjęcie przedstawia kobietę o długich, siwych włosach, która dotyka dłonią twarzy. Na twarzy ma naklejone fragmenty gazet.

Zadzwonił budzik. Obudziłam się gwałtownie. Postawiłam bose stopy na zimnej podłodze w łazience i spojrzałam w lustro. Przypomniał mi się sen o satynowej poduszce i linach z włosów, a w głowie zagrała muzyka. Przez moment zatęskniłam za magiczną krainą. W tamtym śnie obchodziłam 27-dme urodziny.
— Dobrze, że to był tylko sen... - pomyślałam w duchu i zaczęłam zakładać na siebie jeansy. Kiedy wyszłam z domu pomaszerowałam prosto do drogerii. Kupiłam matową pomadkę w kolorze lila i krem z kolagenem.